a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie…

a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie…

Łk 19,8: Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie.

Łk 19,1-10

Piękne są owoce autentycznego spotkania z Miłością. Jezus wychodzi naprzeciw Zacheusza z darem miłosierdzia. Nie wytyka mu grzechów, nie osądza. Zwierzchnik celników zaś przyjmuje obdarowanie: potrafi stanąć w prawdzie o sobie, bez samoosądu czy uników wstydliwego usprawiedliwiania się. Zdecydował się wziąć przebaczenie. Stała otwartość Boga spotkała się wreszcie z gotowością człowieka. Jest co świętować… Wchłonięta miłość rodzi w Zacheuszu odpowiedź: nawrócenie. Przetasowaniu i odwróceniu ulega jego hierarchia wartości. Dotąd bliźni był przedmiotem służącym do zdobywania pieniędzy. Teraz pieniądze stają się już tylko środkiem do celu, którym jest trwanie w miłości. Dzięki spotkaniu z Jezusem Zacheusz odkrywa Boga obecnego w drugim człowieku. Akceptacja Chrystusa daje mu motywację do zmiany życia, zobowiązuje do wzrostu w dobru. Odczuwa pragnienie naprawienia zła… Niesiony przez łaskę dokonuje czynu, do którego sam z siebie nie byłby zdolny: wynagrodzenie za kradzież jest czterokrotnie hojniejsze niż wyrządzona krzywda…

„Początkiem dobrych czynów jest wyznanie złych.”św. Augustyn

„Wiele grzechów przynosi szkodę bliźniemu. Należy uczynić wszystko, co możliwe, aby ją naprawić.”(KKK 1459)

„Człowieka zawsze nawraca świadczenie miłości.”apb. Grzegorz Ryś

„Bóg daje nam siłę zaczynania od nowa.”(KKK 1432)

„Kiedy pokuta jest prawdziwa? Kiedy zwiększa miłość.”św Jan Kanty

Powiedz jej, żeby mi pomogła…

Powiedz jej, żeby mi pomogła…

Łk 10,40: Powiedz jej, żeby mi pomogła.

Łk 10,38-42

Maria obiera najlepszą cząstkę przyjmując postawę ucznia. Uważnie słucha Boga, chce Go poznać, daje Mu w swoim życiu przestrzeń i czas na wzajemną relację. Marta jest tak zaabsorbowana pracą, że nawet nie próbuje tego zrozumieć. Chce posłużyć się Jezusem by wymusić na siostrze zmianę postawy. Skupienie Marty na swych trudnościach i oczekiwaniach skutkuje tym, że nie toleruje odmienności, jest rozdrażniona, nerwowa. Traci też z oczu cel: dla Kogo to robi, dlatego brak jej radości z posługi.

„Zawsze kiedy sądzimy, że jesteśmy niezastąpieni lub że świat czy Kościół zależy od naszego pośpiesznego działania, przeceniamy siebie. Aktem autentycznej pokory i ludzkiej uczciwości jest umieć się zatrzymać, uznać nasze granice, dać sobie przestrzeń, w której możemy odetchnąć i się uspokoić; to należy do natury człowieka. Nie chciałbym tu głosić pochwały lenistwa, lecz tylko dokonać pewnej rewizji katalogu cnót, który wykształcił się w zachodnim świecie: liczy się tylko działanie jako właściwa postawa, zaś patrzenie, podziw, skupienie i cisza uchodzą za niewłaściwe albo przynajmniej wymagają usprawiedliwienia-i tak istotne siły człowieka zanikają.” Benedykt XVI

Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków

Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków

Mk 2,22: Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków.

Mk 2,18-22

św Hieronim komentuje ten fragment Ewangelii następująco:

„Przez stare szaty i stare bułki trzeba rozumieć uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Nie da się ich naprawić cząstką ewangelicznej prawdy, bo wynikłoby z tego jeszcze większe zniszczenie. Tak próbowali Galaci, którzy chcieli wlać nowe wino w stare bukłaki, to znaczy połączyć nakazy Ewangelii z przepisami Prawa.”

Po drugiej wizycie św. Pawła, do Galatów przybyli inni głosiciele Ewangelii żądając od nawróconych obrzezania, zachowywania przepisów rytualnych i ceremonialnych ST, twierdząc, że to nieodzowny warunek zyskania usprawiedliwienia i zbawienia. Wprowadziło to zamęt w umysłach wspólnoty. Paweł gniewnie polemizuje z nimi i ostro gani Galatów (Ga 3). Niekiedy ludzie religijni chcą być absolutnie nienaganni, jak Galaci i wpadają w faryzejską pułapkę. Próbują zbawić się samemu przez zachowywanie przepisów, a więc swe działania i uczynki. Niepotrzebny jest im Zbawiciel, sami sobie dadzą radę…

Ef 2,8-9: Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę! Nie jest to więc waszą zasługą, lecz darem Boga. Nie z racji czynów, aby się nikt nie chełpił.

trwoni jego majątek

trwoni jego majątek

Łk 16,1: „Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek.”

Łk 16,1-8

Jezus mówi tę przypowieść do uczniów. Uczy, że wszyscy jesteśmy menadżerami i administratorami dóbr materialnych i duchowych, które otrzymaliśmy od Boga.

„Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia, cały świat i jego mieszkańcy”(Ps 24,1). Bo „co masz, czegoś nie otrzymał? Jeśli więc otrzymałeś, to dlaczego przechwalasz się, jakbyś nie otrzymał?”(1 Kor 4,7)

A prawda o naszym zarządzie jest niewesoła. Często trwonimy majątek Boga używając Jego własności dla małostkowych korzyści, według egoistycznych celów. Wcale nie po to by służyć lub dzielić się z innymi lecz by górować lub panować. Jesteśmy niesprawiedliwi w rozdawaniu, kierując się nie potrzebą, lecz sympatiami, antypatiami, humorami itp. A z działań wbrew woli Właściciela trzeba będzie zdać sprawę… Jedynym, co usprawiedliwia nas przed Bogiem jest miłosierdzie: a więc hojne skreślanie długów, dzielenie się, rozdawanie…

„Dobry chrześcijanin posyła swoje dobre dzieła do bram nieba.” św. J.M. Vianney

A kto jest moim bliźnim?

A kto jest moim bliźnim?

Łk 10,29: Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał: A kto jest moim bliźnim?

Łk 10,25-37
Mądry i oczytany znawca Prawa pyta Jezusa o istotę religijności. Wezwany do miłości każdego człowieka, czuje się nieswojo. Odkrywa nagle w sobie niezdolność kochania innych, nędzę braku miłości i chciałby się usprawiedliwić. Może Chrystus uściśli, kto ma być mi bliski, wskaże wyjątki, wykluczy jakąś grupę ludzi i będzie łatwiej wypełnić Prawo…Jezus zaś opowiada przypowieść o tym, czym jest miłość. Kochać to znaczy być jak Samarytanin:„dostrzec” drugiego, rozpoznać go jako kogoś podobnego do mnie, wartego miłości. To otworzyć serce, pozwolić by „głęboko się poruszyło”, a więc nie ominąć, nie być obojętnym na jego los, problemy, nędzę. Kochać to znaczy „podejść”, a jeśli trzeba „pochylić się i opatrzyć rany”. Odważyć się „dźwignąć” brzemię jego może trudnej historii życia, wesprzeć go własnymi zasobami: dobre słowo, pocieszenie bywa jak juczne zwierzę, które niesie. Kochać to „pielęgnować” co w nim dobre…

„W swych przypowieściach Jezus sportretował samego siebie.”Klaas Huizing

  • 1
  • 2