Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie

Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie

Mt 4,16 Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło.

Mt 4,12-17.23-25

„Najpierw Bóg pierwszy przychodzi tam, gdzie człowiek nie widzi już nadziei, światła, siły. Powołuje do relacji ze sobą (nie tego udoskonalonego, ale zniewolonego, żyjącego w ciemności). Kieruje do niego słowo pokrzepiające, uwalnia stopniowo od „paraliżujących” chorób, od przeszkody, która uniemożliwia życie w świetle, życie w taki sposób, jaki prezentuje sam Jezus, i dopiero po doświadczeniu uzdrowienia „odblokowują się” w uczniu siły życia. Płynie łaska i miłość, która wewnętrznie przeobraża i uzdalnia do życia według Kazania na Górze. A więc dynamika nawrócenia wygląda następująco: Bóg przybliża się do tych, którzy żyją w ciemności. Powołuje ich na uczniów, daje światło w postaci poznania innej drogi życia, uwalnia od wszelkich słabości i chorób ducha, które krępują wolę i osłabiają człowieka i dopiero później przedstawia wizję nowego sposobu życia. Najczęstszy błąd w ukazywaniu przez nas w Kościele nawrócenia polega na przeskoczeniu tych pierwszych dwóch etapów i przejściu od razu do wymagań moralnych i tego, jak powinniśmy żyć. Przybliżenie się królestwa Bożego miałoby polegać głównie na przedstawieniu nam moralnych wymagań-jak powinno być. A reszta już należy do nas. Gdy będziemy je dobrze zachowywać, możemy być policzeni/włączeni w poczet prawdziwych uczniów i dzieci Ojca. Cóż za nieporozumienie! Tymczasem jest na odwrót.”Dariusz Piórkowski SJ

Z czym mam porównać

Z czym mam porównać

Łk 13,20: „Z czym mam porównać królestwo Boże?”

Łk 13,18-21

Nawet Jezusowi nie jest łatwo ubrać w słowa rzeczywistości duchowe… Znamy tę trudność wszyscy. Gdy się jest teoretykiem, na przykład miłości, można mówić długo i namiętnie: o powinnościach lub o błędach innych, o zwiększeniu poziomu dopaminy i oxytocyny itp… Lecz gdy się miłość przeżywa, a przyjdzie ją wyrazić – brakuje słów… Jezus nie jest teoretykiem. Żyje w Królestwie. Więc gdy chce ująć w słowa jego istotę posługuje się obrazami: drzewa, rozwijającego się z maleńkiego ziarenka, zaczynu, z wolna obejmującego swym działaniem ogromną ilość mąki. Mówi więc o tym, co rośnie… Niespiesznie, lecz z ogromną siłą aż staje się widoczne dla małych, którzy jak ptaki potrzebujące podpory, znajdują na drzewie miłości/wiary potrzebne schronienie. Opowiada o takiej niewidzialnej mocy, która potrafi przemienić: myślenie, uczucia, pragnienia. Nawet gdy lwia cześć mąki wydaje się niczym ogromny, jałowy ugór, niemożliwy do przeobrażenia…

„Miłość Boża czyni duszę swobodną – jest jak królowa, nie zna niewolniczego przymusu, do wszystkiego zabiera się z wielką swobodą duszy, gdyż miłość, która mieszka w niej, jest pobudką do czynu.” św. Faustyna (Dz.890).