jezioro burzyło się od silnego wichru

jezioro burzyło się od silnego wichru

J 6,18: jezioro burzyło się od silnego wichru.

J 6,16-21

Są takie momenty, kiedy uczniowie czują się osamotnieni. Nie ma z nimi Tego, który ich łączy, zaś napotykają mnóstwo przeciwności, które zmuszają ich do współpracy i szybkich decyzji, jak te o zwrocie żagli lub kierunkowaniu łodzi ślizgającej się po wzburzonych falach i mogą wywoływać w nich wiele lęku. Oczekiwanie na Jezusa może być przeżywane w tak wielkim napięciu, że można pomylić Go z przeciwnikiem, gdy przyjdzie w sposób niespodziewany, inaczej niż zwykle, odmiennie niż człowiek się spodziewa. Boże nawiedzenie może więc budzić przerażenie… Warto jednak wytrwać w wypatrywaniu Chrystusa, nie ulec impulsowi lęku, który skłania do ucieczki i usłyszeć Jego kojący głos: „to Ja jestem”.

„Kiedy zrywają się burze, Ty, Panie, jesteś naszą siłą. Chwalimy Ciebie, Boże mocny, jesteś naszą nieustanną pomocą. Stoimy wiernie przy Tobie, składając w Tobie naszą ufność, nawet jeśli ziemia drży i morze się burzy. Niech fale wzbierają i rozbryzgują się, niech chwieją się góry; radość nas rozpromieni, miasto Boże Ci złoży dzięki. W nim masz Twoją siedzibę, zachowujesz Twój święty pokój. A potężna rzeka chroni wzniosły przybytek Boga. Oszalałe ludy tracą rozum, potęga narodów upada. On wznosi głos, grzmi trzęsąca się ziemia. Ale Pan jest z nami, Pan, Bóg Zastępów. Jesteś dla nas światłem i zbawieniem, nic nas nie trwoży. Przyjdźcie wszyscy, przyjdźcie kontemplować cuda Jego mocy: konają wszystkie wojny, cięciwa łuku się rozluźnia. Rzućcie do paleniska tarczę i broń. Pan Bóg Zastępów przyjdzie nam na pomoc w naszym nieszczęściu.”św. Teresa Benedykta od Krzyża

nie zawierzał im samego siebie

nie zawierzał im samego siebie

J 2,24-25: Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku.

J 2,13-25

Nie każdemu słuchaczowi Jezus zawierza siebie. Grecki czasownik znać (ginosko) oznacza głęboką i wzajemną relację, pełną akceptacji i przyjęcia drugiej osoby jaką jest. To doświadczalna, zobowiązująca i odpowiedzialna zależność. Nie jest jakimś intelektualnym poznaniem, układem przydatności, powierzchownym koleżeństwem opartym na wspólnym działaniu tudzież uczestnictwie w wydarzeniu, czy też znaniem się 'z widzenia’. W takich relacjach Jezus nie odsłania swojego serca. Jednocześnie, dzięki mocy Ducha Świętego, Chrystus posiada dogłębną znajomość swoich słuchaczy. Oznacza to, że nie da się zwieść pozorami pobożności: gestami, deklaracjami, ukłonami czy innymi uprzejmościami. Duch Święty przenika wszystko, poznaje człowieka z całą historią: intencjami i wyborami. Wielu uwierzyło w Jezusa lecz serdeczną więź mieli z Nim nieliczni… Nie każda osoba była gotowa na bliskość, stałe przebywanie, zaufanie, przyjaźń…

„«Nie proszę Cię ani o inną wiedzę, ani o inne poznanie, jak tylko o mądrość odnalezienia Jezusa i o mądrość trwania przy Nim». I poczułam w sercu lekko rozpalone żelazo. Duch Święty niczego mi nie odmawia.” św Maria od Jezusa Ukrzyżowanego

Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną

Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną

Łk 15,31: Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy.

Łk 15,1-3.11-32

„Problem dotyczy jakości relacji. Obaj synowie (nie tylko „marnotrawny”) sprowadzają stosunki rodzinne do sfery obowiązków: jeden żąda należnej mu części majątku, drugi nigdy nie przekroczył żadnego rozkazu. Niezależnie od tego, czy w dalekich stronach, czy w domu rodzinnym, ojciec nie jest im bliski, nie patrzą na niego jak na kogoś, kto dałby im, gdyby poprosili (młodszy żąda, starszy oczekuje, ale nie prosi). Co na to ojciec? Wychodzi – znów nie tylko ku „marnotrawnemu”, ale ku obu, w dodatku łamiąc społeczne konwenanse, zachowując się nienormalnie. Nawet dzisiaj mógłby nas zaskoczyć widok starszego mężczyzny wybiegającego na spotkanie dorosłego syna. W czasach i środowisku słuchaczy Jezusa jest to coś całkowicie nie do pomyślenia, wręcz oburzającego. To jednak nie wszystko. Kiedy już trwa uczta, a drugi syn odmawia wejścia na nią, ojciec wychodzi, by z nim porozmawiać. Opuszczenie gości to także poważne naruszenie zasad. Ojciec więc nie tylko wypełnia zobowiązania wobec dzieci – idzie o wiele, wiele dalej. To nie jedyne miejsca w Ewangelii, w których podkreśla się wolę Boga, by wszystkich zgromadzić w jedno. I to właśnie jest wzór dla Kościoła, o ile ten chce być Królestwem Bożym. Co możemy zrobić, by być jak szalony ojciec, który o wiele wyżej ceni relację niż racje, przepisy i konwenanse?”Agnieszka Piskozub-Piwosz

Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę

Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę

Mk 1,41: A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!»

Mk 1,40-45

Na widok nędzy trędowatego, słysząc jego błagania Jezus jest poruszony współczuciem σπλαγχνιζομαι – „splanchnizomai”. Słowo to oznacza dokładnie „wnętrzności” (serce, płuca, wątroba, nerki, jelita- uważane za siedlisko najgłębszych uczuć człowieka). Przekład „zdjęty litością” nie oddaje do końca najgłębszego wzruszenia Chrystusa, które jest odczuwane na wskroś cieleśnie. Grecki termin podkreśla, że Jezus to nie jest ktoś odcięty od odczuwania, jak ludzie naszpikowani teorią, zasadami, a jednocześnie bujający umysłowo w obłokach abstrakcji i dystansujący się od przeżywania uczuć. Przeciwnie. Jest Osobą żyjącą pełnią emocji: nie obawiającą się publicznie okazywać przejęcia, rozrzewnienia, a zarazem – chwilę potem – gniewnego braku pobłażliwości i ekspresji twardych wymagań.

„Pan Jezus, kiedy uzdrowił człowieka polecił mu mu zrobić wszystko, czego wymagało Prawo, które nakazywało człowiekowi uzdrowionemu z trądu pokazać się kapłanowi. Jezus potrafił zachowywać zasady i nie negował ich, ale z drugiej strony zawsze człowiek był dla Niego najważniejszy. Pozwala się trędowatemu zbliżyć, dotyka go. Pan Jezus jest z nim blisko i przyjmuje go jako człowieka, jako kogoś, kto jest dla Niego ważny. Ten konkretny człowiek i to, co się dzieje w jego życiu było dla Niego centrum, punktem odniesienia.”Adam Szustak OP

spoglądając na siedzących dokoła Niego

spoglądając na siedzących dokoła Niego

Mk 3,34: I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia.»

Mk 3,31-35

Jezus nie pozwala się skrępować więzami krwi. Jego Matka i krewni być może liczą na specjalne traktowanie: próbują wywołaniem Go i przerywaniem nauczania zakreślić swoje prawa własności do Jego Osoby i czasu, może też zamanifestować ważność i niecodzienność swojej wizyty. Jezus jednak wyraźnie wyznacza granice i osobiste normy bliskości, głośno tłumacząc wartości, którymi się kieruje. Okazywanie szacunku wobec Boga przez wypełnianie Jego woli jest nobilitujące w Jego oczach. Uprawnia do bycia zaliczonym w poczet Jego bliskich krewnych.

„Panie, niech się spełnia Twoja wola w niebie i na ziemi, gdzie nie mamy przyjemności bez bólu ani róż bez cierni, ani dnia bez następującej po nim nocy, ani wiosny nie poprzedzonej zimą; na ziemi, o Panie, rzadkie są pociechy, a niezliczone cierpienia. Niemniej jednak, o Panie, niech się spełni Twoja wola nic tylko przez wykonanie Twoich przykazań, rad i natchnień, które powinniśmy wypełniać, lecz również w utrapieniach i cierpieniach, jakie musimy znosić, niech Twoja woła czyni z nami, dla nas, w nas i przez nas, co tylko Tobie się podoba.”św. Franciszek Salezy

„Nie dlatego powinnam się modlić, by znaleźć w modlitwie ukojenie, lecz żeby coraz bardziej być gotową na spełnienie woli Bożej.”św Urszula Ledóchowska