opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem

opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem

Łk 10,34: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem.

Łk 10,25–37

Samarytanin to człowiek pełen empatii. Widok poranionego, obdartego z szat i godności drugiego wywołuje w nim współczucie i żarliwy odruch pomocy. Nie boi się podejść, nie jest nieczuły, bierny, niezaangażowany. Być może jest handlarzem oliwy, zmierzającym do domu z towarem. Może się więc śpieszyć lecz przystaje i udziela z części swojej inwestycji. A może oddaje swój zapas paliwa do lampy na noc? Nie kalkuluje w każdym razie, że uszczuplą mu się własne zasoby. Drugi człowiek jest dla niego wyższą wartością. Wykonuje bardzo podstawowe gesty. W klimacie, w którym wysuszenie skóry było powszechnym problemem oliwa rutynowo służyła do odświeżenia skóry oraz zmiękczania gojących się ran. Używano jej również w rytuale oczyszczenia i ofierze całopalnej. Mocno rozcieńczone wino było zaś popularnym napojem o właściwościach dezynfekujących i odżywczych. Jest w Biblii również symbolem obfitości Bożego błogosławieństwa. Te dwie substancje obrazują, że potrzebne i nagradzane Życiem (Łk 10,25) przez Boga są proste, bazowe, zwykłe gesty miłości. Samarytanin, którym pogardliwie nazywany był Jezus (J 8,48) uzmysławia również, że sposób, w jaki patrzy Bóg na poranionego przez grzech i zło człowieka- to nie pełne obojętności potępienie lecz głębokie wzruszenie połączone z ofiarnym pragnieniem ocalenia, uzdrowienia, namaszczenia, ochrony i pielęgnacji w gospodzie = Kościele by udzielić mu pełni błogosławieństwa.

„Nic nie zaszczyca Boga bardziej niż Miłosierdzie, bo to jest tak do Niego podobne.”św. Grzegorz z Nazjanzu

A kto jest moim bliźnim?

A kto jest moim bliźnim?

Łk 10,29: Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał: A kto jest moim bliźnim?

Łk 10,25-37
Mądry i oczytany znawca Prawa pyta Jezusa o istotę religijności. Wezwany do miłości każdego człowieka, czuje się nieswojo. Odkrywa nagle w sobie niezdolność kochania innych, nędzę braku miłości i chciałby się usprawiedliwić. Może Chrystus uściśli, kto ma być mi bliski, wskaże wyjątki, wykluczy jakąś grupę ludzi i będzie łatwiej wypełnić Prawo…Jezus zaś opowiada przypowieść o tym, czym jest miłość. Kochać to znaczy być jak Samarytanin:„dostrzec” drugiego, rozpoznać go jako kogoś podobnego do mnie, wartego miłości. To otworzyć serce, pozwolić by „głęboko się poruszyło”, a więc nie ominąć, nie być obojętnym na jego los, problemy, nędzę. Kochać to znaczy „podejść”, a jeśli trzeba „pochylić się i opatrzyć rany”. Odważyć się „dźwignąć” brzemię jego może trudnej historii życia, wesprzeć go własnymi zasobami: dobre słowo, pocieszenie bywa jak juczne zwierzę, które niesie. Kochać to „pielęgnować” co w nim dobre…

„W swych przypowieściach Jezus sportretował samego siebie.”Klaas Huizing

Było to około szóstej godziny. Nadeszła kobieta aby zaczerpnąć wody…

Było to około szóstej godziny. Nadeszła kobieta aby zaczerpnąć wody…

J 4,6-7: Było to około szóstej godziny. Nadeszła [tam] kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody.

J 4,5-15.19b-26.39a.40-42

W połowie dnia licząc według żydowskiej miary czasu, czyli w południe – największy upał i spiekotę dnia przychodzi do źródła kobieta z naczyniem do czerpania. Jezus już tam na nią czeka… Wchodzi w jej troski i zmęczenie, w zniechęcenie i samotność, w jej pragnienia… Gdzie jest mój czerpak i gdzie z nim chodzę? Co mnie zaspakaja? Co muszę sobie dać, by poprawić swój humor? Może nawet idę do studni nie oczekując, że zastanę tam Jezusa? Czy rozmawiam z Nim na modlitwie o moim pragnieniu, o moim życiu? Czy wierzę, że On może dać mi coś więcej niż jeden łyk, po którym szybko znów jestem spragniony(a) i szukam? Czy wierzę, że oferuje mi wodę życia, która może mnie całkowicie zaspokoić?

„Im więcej Bóg pragnie nam dać, tym większe wzbudza pragnienie.”św. Teresa od Dzieciątka Jezus

„Moje pragnienie jest moją modlitwą; jeśli pragnienie trwa, trwa i modlitwa…” św. Augustyn