Jezus rzekł do niej: Mario!

Jezus rzekł do niej: Mario!

J 20,16: Jezus rzekł do niej: Mario!

J 20,1.11–18

Serce i oczy Marii Magdaleny otwierają się dopiero na intymne, pełne miłości zawołanie jej przez Jezusa po imieniu. Jego głos ma doskonale jej znany odcień czułości, ciepło emocjonalne, które przenika ją do głębi. Natychmiastowo suszy jej łzy, usuwa bezradność i rozpacz. Wołając, Jezus używa nie hebrajskiej wersji jej imienia: „Miriam” lecz greckiej. Być może Marią nazywano ją od dzieciństwa (imiona helleńskie były dość popularne w Izraelu, np. Andrzej), a może tak się Jezusowi przedstawiła i On to honorował… Jakby nie było, z pewnością On jeden wymawiał je w sposób znaczący, jedyny w swoim rodzaju, zabarwiony historią i tajemnicą ich więzi. Jego wezwanie odwraca ją od smutku i lamentacji. Ma moc zmiany myślenia, nowego ukierunkowania. Maria odpowiada po aramejsku: „Rabbuni”. Jedynie ona i Bartymeusz zwracają się do Jezusa w tak pełen czci i jednocześnie poufały sposób (mój nauczyciel, mój wielki mistrz). Pozostali uczniowie używają zwyczajowego i pełnego szacunku tytułu „Rabbi”. W tym króciutkim dialogu między Marią a Jezusem najwięcej dzieje się poza słowami… W ciszy i adoracji. Może długo po tym, gdy wybrzmią zwołania, Jezus zdecyduje się odpowiedzieć na bezgłośną prośbę Marii, by chwila z Nim nigdy się nie skończyła…

„Jezu utajony, w Tobie cała siła moja.”św Faustyna (Dz 1404)

pogrążonym w smutku i płaczącym…

pogrążonym w smutku i płaczącym…

Mk 16,10: Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym.

Mk 16,9-15

Uczniowie nie wierzą Marii Magdalenie. Nie jest dla nich wiarygodnym świadkiem najprawdopodobniej dlatego, że jest kobietą. Także dziś, mimo równouprawnienia, wielu mężczyzn uważa wiarę kobiet i ich świadectwo za mało wartościowe. W Kościele można się spotkać z postawą wyższości, uzasadnianej prymatem rozumu nad emocjami, gdzie kobiety i dzieci przypisane są do „sentymentalnej”, a więc niepoważnej części ludzkości… Jak jednak określić postawę zgromadzonych w Wieczerniku mężczyzn:„pogrążonych w smutku i płaczących”? Czyż nie poddają się uczuciom: desperując i użalając się nad sobą? Pielęgnują swój depresyjny nastrój przez odrzucanie Dobrej Nowiny, która mogłaby go odmienić… Czy pod wpływem emocji nie wybierają, w co chcą wierzyć? Przyjęcie wiadomości o Zmartwychwstaniu wymaga przecież wysiłku wiary: przede wszystkim walki o dotarcie do prawdy, ale także sięgnięcia do własnych zasobów nadziei i miłości. One zaś lokują się w sercu: w tej jakże często leżącej odłogiem „uczuciowości”, która nie pielęgnowana, staje się ugorem pełnym chwastów cynizmu i goryczy.

„Głoszenie Zmartwychwstania Pańskiego oświetla ciemne strony świata, w którym żyjemy.”Benedykt XVI

Nie zatrzymuj Mnie

Nie zatrzymuj Mnie

J 20,17: Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie.

J 20,11-18

„Komentując trudną do przełożenia fraza „Me mou haptou” wylano rzeki atramentu. W tłumaczeniu Wulgaty św. Hieronim oddał ją łacińskim „noli me tangere” („nie dotykaj mnie”), zaś opisowo można by ją sparafrazować: „Przestań mieć ze mną tak bliskie relacje, że zatrzymujesz mnie i wiążesz ze sobą”. To polecenie umotywowane jest dalszą częścią zdania: „Jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca”. Oznacza to, że Jezus wzywa Marię Magdalenę do głębokiej przemiany jej miłości do Niego: inaczej kochała Go w Jego człowieczeństwie, przed śmiercią i zmartwychwstaniem, inaczej zaś ma Go kochać, gdy wstąpi do Ojca. Jezus zatem zaprasza ją do długiej wędrówki miłosnej od doświadczenia jego ziemskiej obecności do powtórnego umiłowania Go nową miłością w Duchu Świętym, gdy będzie zasiadał po prawicy Ojca. Mówi jej niejako: „Musisz przestać mnie kochać tak, jak kochałaś dotychczas, ale gdy wstąpię do Ojca, wtedy będziesz mogła być ze mną i kochać mnie jeszcze większą miłością.”ks prof Krzysztof Bardski

„Jeśli sługa mój kocha mnie niedoskonale, szuka nie tyle mnie, ile pociechy, dla której mnie kocha.”Jezus do św Katarzyny ze Sieny

Rzekł do niej Jezus

Rzekł do niej Jezus

J 20,15: „Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz?”

J 20,11-18

On wie, dlaczego Maria płacze. Wie, że głęboki ból Golgoty, smutek i łzy zasłaniają jej Boga. Jezus jest tuż obok, blisko, stoi za jej plecami. Wystarczy obejrzeć się i „spojrzeć na Niego by rozpromienić się radością” (Ps 34,6). Maria jednak patrzy (gr theoreo-oglądać, kontemplować) lecz nie widzi, dostrzega ale nie potrafi rozpoznać. Poczucie straty przysłania jej ostrość oglądu wiary. Rozum poddany wpływom emocji nieprzepracowanych, nie ujawnionych dochodzi do błędnych wniosków. Magdalena sądzi, że stoi przed nią ogrodnik. Jezus więc delikatnie wyrywa ją z tego stanu pytaniami. Cierpliwie pozwala wylać cały absurd straty, wypłakać tkwiący w niej żal i cierpienie rany. Wchodzi w jej ból, pozwala wypowiedzieć pragnienia. Maria sama nawet nie wie, jak są nierealne, przecież nie uniesie ciała Jezusa ani nie może Go nigdzie „zabrać”. Jezus przygarnia ją z tym. Nie ocenia jej, nie napomina. Obdarza czułością. Łagodnie, ciepło woła po imieniu. Miłość, którą jej ofiaruje pomaga jej Go rozpoznać…

„Miłość sprawia, że brzemię prawdy staje się lekkie.” św. Bernard z Clairvaux

A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu

A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu

J 20,11: Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu.

J 20,1.11-18

To zapewne kolejny moment osobistego dramatu Marii Magdaleny. Płakała pod krzyżem widząc Jego cierpienie, płakała gdy umarł. Teraz płacze doświadczając kolejnej utraty. Nie ma już nawet ciała Jezusa. Grób, przy którym można byłoby posiedzieć, i na ludzki sposób niejako kontynuować zerwaną przez śmierć więź-jest pusty. Wydaje jej się, że nic nie pozostało. Nachyla się do ciemnej groty wykutej w skale, zwraca ku przeszłości, zastyga w swoim bólu. Nie potrafi rozpoznać przychodzącego Jezusa. Zbyt jest skupiona na swoim cierpieniu, i próbie uczepienia się choć namiastki Jego ziemskiej obecności. Z tego rozpaczliwego stanu wprowadzają ją najpierw aniołowie pytaniami o powody płaczu, o cel jej poszukiwań… Bóg nie chce by człowiek koncentrował się na bólu, na tym, czego nie ma. Jezus, wołając Marię po imieniu odwraca ją ku przyszłości i nadaje jej życiu nowy cel- powierzając misję.

„To nadzieja sprawia, że człowiek na ziemi jest szczęśliwy.”św. J. Vianney

  • 1
  • 2