bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi

bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi

Łk 11,6: „bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać”.”

Łk 11,5-13

„Mamy przypowieść o człowieku, który jest natrętny, który natrętnie prosi. Tam jest greckie słowo „hanajdeja”, które można tłumaczyć jako bezwstydny upór. Św Hieronim w Wulgacie oddał to słowem „improbitas”, co może znaczyć: zuchwałość. Człowiek proszący w przypowieści zostaje wysłuchany z racji na swoje rozzuchwalenie. Co może uzasadnić taką postawę gwałtowności? Myślę, że dwie rzeczy: albo jakość relacji między dwoma osobami, zażyłość: idziesz do osoby, z którą jesteś w takiej relacji, że możesz przyjść o północy, nie boisz się prosić o każdej porze. Kluczem do zrozumienia modlitwy prośby jest relacja przyjaźni… Drugi powód może być taki, że takiego gwałtu, takiej zuchwałości, takiego uporu domaga się sprawa, o którą chodzi. To, o co proszę jest tak wielkie, ważne, że mogę się zachowywać wręcz bezwstydnie, jakby zapominając o własnej godności; zapominając o sobie, narażając się na to, że będę poprzezywany, obśmiany, że ktoś powie: całkiem Ci odbiło?” apb Grzegorz Ryś

„Jezus nie uczy nas tylko, o co prosić ale także w jakim duchu to czynić. Nie tylko pokazuje treść ale właściwą postawę wewnętrzną człowieka, który staje przed Bogiem, żeby Go prosić.” św. Beda Czcigodny

Jakże się to stanie

Jakże się to stanie

Łk 1,34: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”

Łk 1,26-38

W Maryi nie ma lęku przed Bogiem. W odróżnieniu od wielu biblijnych postaci nie pada na twarz z przerażenia na widok Bożego posłańca. Głęboka więź ze Stwórcą daje Jej poczucie bezpieczeństwa, spokój i odwagę stawiania pytań. Bóg łaską Ducha Świętego nagradza Jej pokorę, która umożliwiła Maryi akceptację anielskiej odpowiedzi, przekraczającej Jej możliwości zrozumienia.

„Wzorem ucznia jest Maryja.”Poczniesz i porodzisz Syna.” Jakże mi się to stanie, skoro nie znam męża?”,-„Duch Święty spocznie na ciebie, moc Najwyższego cię ocieni, dlatego święte, które się narodzi będzie nazwane Synem Bożym”- rozumiecie coś z tej odpowiedzi? Nie rozumiecie…Ja też nie. A Ona rozumiała? Ona nie miała studiów z teologii, pneumatologii nikt jej nie wykładał, a lat miała 13. Nie rozumiała… I odpowiedziała:”Oto ja, oby mi się stało.” Nie dlatego, że zrozumiała lecz dlatego, że wiedziała, komu ufa. To jest relacja.” apb Grzegorz Ryś

„Tak jak Maryja również my powinniśmy zawsze umieć łączyć te dwie cnoty, które są tak odległe, że wydają się sprzeczne, a potrzebują się wzajemnie. Odwaga potrzebuje pokory, aby nie popaść w pychę. Pokora potrzebuje odwagi, aby nie popaść w tchórzliwość.” św. Jan Paweł II

Nie bierzcie nic na drogę…

Nie bierzcie nic na drogę…

Łk 9,3: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie!

Łk 9,1-6

„Franciszek z Asyżu najpierw odbudowywał kościół San Damiano, a później Porcjunkulę czyli „Cząsteczkę”. Wybrał najlepszą cząsteczkę… I kiedy dźwignął już swój kościółek, który był dedykowany Matce Bożej, tu właśnie usłyszał tę Ewangelię. I to był moment ostatecznej decyzji na całkowite ubóstwo. To znaczy: radykalny wybór ubóstwa jest tak naprawdę radykalnym posłuszeństwem Ewangelii. Tomasz z Celano komentuje to tak: „Nie był bowiem głuchym słuchaczem Ewangelii ale wszystko, co słyszał, zachowywał w chwalebnej pamięci i starał się wypełnić dokładnie co do litery.” Około 28 lat temu, w seminarium krakowskim usłyszałem ks. kardynała Franciszka, gdy przyszedł do nas na spotkanie, na swoje imieniny. I mówił nam, co to jest Ewangelia św Franciszka, że: „to są cztery Ewangelie. Bez słowa komentarza…” Czyli bierzesz jak jest napisane… I nie kombinujesz jak koń pod górę: jak to zrozumieć, żeby nie było tak ostro…”apb Grzegorz Ryś

„Prawdziwe ubóstwo nie polega na tym, że się nic nie ma, ale na dobrowolnej rezygnacji z posiadania rzeczy. Oto dlaczego są ubodzy, którzy w rzeczywistości są bogaci i wice versa.”św J. Escriva

życie ocalić czy zniszczyć?

życie ocalić czy zniszczyć?

Łk 6,9: „Pytam was: Czy wolno w szabat życie ocalić czy zniszczyć?”

Łk 6,6-11

„W tekście greckim pada słowo „psyche”. Można je przetłumaczyć jako „życie”, ale można je także oddać słowem „dusza”- i w taki sposób interpretuje nasz tekst św Hieronim w Wulgacie:”animam [!] salvam facere an perdere.” Jezus widzi, że problemem chorego człowieka nie jest tylko uschła ręka; jego problem nie sprowadza się do ciała. I nie da się go rozwiązać jedynie na tym poziomie. Wie, że go nie uleczy, jeśli nie dotknie jego serca (wnętrza, duszy). Ważne! Tego nie wie nikt z obecnych w synagodze! Nikt nie ma oglądu wnętrza owego człowieka. Tylko Jezus. Ojcowie Kościoła i nawiązujący do nich średniowieczni pisarze (np. Beda Czcigodny) mówili, że to pewne, iż Jezus ma moc sprawić (i to samym tylko słowem), żeby ten chory wyciągnął rękę. Jeśli jednak nie dotknie również jego duszy, nikt nie będzie wiedział po co ją wyciągnie… Czy wyciągnie ją po jałmużnę – w poczuciu, że mu się należy z powodu tylu lat choroby, która „sprawiła”, że nie umie na siebie zarobić? A może raczej, skoro odzyskał władzę nad swą ręką, wyciągnie ją w geście obdarowania innych? Szczęśliwy, że wreszcie może komuś usłużyć (przez tyle lat wspomagany przecież przez innych). Wyciągnie rękę by kogoś uderzyć? A może jednak po to by kogoś obronić? Decyzja zapadnie w sercu. Będzie objawem zdrowia duszy, a nie mięśni.” apb Grzegorz Ryś

On zaś na każdego z nich kładł ręce

On zaś na każdego z nich kładł ręce

Łk 4,40: „O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich.”

Łk 4,38-44

Zapadający zmierzch jest sygnałem dla miejscowej ludności, że skończył się szabat i 39 zakazów prac (między innymi noszenie) przestaje obowiązywać. Wieść o uzdrowicielu, który wyzwolił opętanego i odzyskanym przez teściową Szymona zdrowiu rozchodzi się po Kafarnaum lotem błyskawicy… Wzbudza nadzieję i wiarę u ludzi, angażując wielu z nich w dzieło zbawienia. Jezus traktuje każdą przyprowadzoną do Niego chorą osobę indywidualnie. Nie staje ponad tłumem, odprawiając zbiorowo egzorcyzmy ani nie leczy masowo jednostek chorobowych. Każdy potrzebujący pomocy może liczyć na Jego obecność, na pełne współczucia spojrzenie, modlitwę wstawienniczą do Ojca, łagodny dotyk ręki, która niesie kojące ciepło i uzdrowienie. Greckie słowo „etherapeuen” oznacza pielęgnację, bycie obecnym przy, leczenie, usługiwanie, opiekowanie się. Jezus troszczy się o cierpiących, z szacunkiem pochyla się nad każdym potrzebującym i poświęca swój czas. Być może odpocznie dopiero na samotnej modlitwie o świcie…

„Jest blisko. Jest Emmanuelem w samym środku naszych problemów. Jego obecność wszystko zmienia.” apb Grzegorz Ryś