Co wolno w szabat?

Co wolno w szabat?

Mk 3,4: A do nich powiedział: Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?

Mk 3,1-6

„Jezus postrzega dramat chorego człowieka (a także jego potrzeby!) w zupełnie innych kategoriach niż otoczenie. Widzi nie tylko jego chorą rękę – patrzy o wiele głębiej: w jego duszę. Choroba nie dotyka przecież człowieka jedynie w wymiarze somatycznym! Jest także wyzwaniem duchowym, nierzadko generuje natrętne pytania, na które najczęściej nie ma odpowiedzi, przetrąca nadzieję, kusi do zwątpienia w miłość, dobroć i Opatrzność Boga… Zbawienie, które Jezus ofiarował choremu dotyczy wymiaru duchowego. Tylko św. Marek zanotował reakcję Jezusa na postawę otoczenia (Mk 3,5). Spojrzał z gniewem i smutkiem z powodu „ślepoty serca” (‚caecitas cordis’ u św Hieronima). Nie chodzi o to, że mają twarde serca i nie dociera do nich w żaden sposób Boże przesłanie; chodzi o to, że nie patrzą sercem! Sam Jezus – przeciwnie – patrzy sercem, dlatego widzi nie tylko rękę, lecz i duszę chorego. Duszy nie można zobaczyć inaczej, jak tylko sercem… Oni jednak mają ślepe serca, dlatego nie rozumieją ani owego postawionego na środku człowieka, ani Boga, który objawia się właśnie w Jezusie Chrystusie.” apb Grzegorz Ryś

Jezus surowo mu przykazał…

Jezus surowo mu przykazał…

Mk 1,43-44: Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi…

Mk 1,40-45

Jezus odprawia trędowatego sarknąwszy z gniewem („i parsknąwszy mu, zaraz go wyrzucił. gr embrimaomai – parsknąć nieprzyjemnie, chrząknąć z niezadowoleniem, złością, burknąć, warknąć”). Po okazaniu wzruszenia, litości i uzdrowieniu chorego, momentalnie zmienia nastawienie i obchodzi się z nim dość surowo. Zakazuje mu głosić, a zarządza podporządkowanie się przepisom Prawa. Dopiero potem ma być żywym świadkiem uzdrowienia. Egzegeci głowią się nad próbą wyjaśnienia postępowania Jezusa, a tłumacze Biblii, jak zauważa Filip Taranienko:

„próbują rozpaczliwie uratować Pana Jezusa przed końską, chamską złością, a także przed zwierzęcymi, czyli rzekomo nieludzkimi, popędami.”

Mimo emocjonalnego ładunku, który Chrystus dodaje do swojego przekazu, trędowaty wydaje się nieposłuszny. Nie podporządkował się przynajmniej jednemu poleceniu, co skutecznie torpeduje Jezusowi plan anonimowego nawiedzenia miasta.

„Niejeden raz tak się zdarza w Ewangelii, że Jezus zabrania o sobie mówić. Wcale nie zawsze trzeba o Nim mówić. Nieraz wprost zakazuje. Ale wtedy najczęściej nakazuje świadectwo. Pokaż wiarę ze swojego życia. Pokaż wiarę ze swoich czynów. Nie mów o niej.”apb Grzegorz Ryś

przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu

przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu

Łk 2,22: Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu.

Łk 2,22-35

Józef i Maryja przynoszą do świątyni jerozolimskiej swoje pierworodne dziecko i w ten sposób symbolicznie uznają, że życie Jezusa jest darem od Boga. Niewygórowana jest ofiara dwóch gołąbków, którą uiszczają za przywilej opieki nad Nim i za radość i miłość, którą wnosi w ich życie… Potrzebne są takie momenty, w których człowiek staje przed Stwórcą uświadamiając sobie w pokorze, że to Bóg jest dawcą wszelkiego posiadanego przez niego dobra. (Jk 1,17).

„Tylko sam człowiek może postanowić o ofiarowaniu się Bogu. Gest ofiarowania Maryi i Józefa ma ten sens, że rodzice, przedstawiając potomka Bogu, uzmysławiają sobie, że nie do nich należy życie dziecka. Maryja i Józef składają ofiarę w świątyni, ale tą ofiarą nie jest Jezus, lecz Jej macierzyństwo i Jego duchowe ojcowstwo. Rodzice składają Bogu w ofierze siebie samych, a nie swoje dzieci.”abp. Grzegorz Ryś

„Przy tych narodzinach nie było cienia skazy, nie było też potrzeby żadnego oczyszczenia… Zaprawdę, o błogosławiona Dziewico, najmniejszego powodu, żadnej też potrzeby nie miałaś poddawać się prawem przepisanemu oczyszczeniu.”św Bernard z Clairvaux

„Nie zapominajcie, że wychowywanie jest dziełem miłości.”św Jan Bosko

musi wiele wycierpieć i być odrzuconym

musi wiele wycierpieć i być odrzuconym

Łk 17,25: „Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie.”

Łk 17,20-25

„Dlaczego Jezus musi cierpieć i być odrzuconym? Że naraził się możnym tego świata: Piłatowi, Herodowi, Sanhedrynowi – tak dalece, że tego nie da się już naprawić? Że już im się nie wymknie? Bo już nikt i nic Go nie obroni?… Czy na tym polega owa konieczność i nieuchronność cierpienia? Nic podobnego. W greckim tekście pada tutaj słówko „dei”- oznaczające wewnętrzną konieczność, powinność, potrzebę. Stąd też św. Hieronim tłumaczy ów moment w Wulgacie: oportet illum multa pati (dosł.”potrzeba jemu wiele cierpieć”). Taki jest właśnie Jego wybór, wewnętrzne przynaglenie, własna nieodwołalna decyzja, konieczność wynikająca z rozeznania ludzkiego dramatu i odpowiednich do jego uleczenia środków. To determinacja naszego Boga, by spotkać się z nami właśnie na tym obszarze, na którym Go odrzucamy. Przyszedł znaleźć „to, co zginęło”. Jest Lekarzem, którego potrzebują chorzy, a nie zdrowi. Czy można bać się takiego Boga? Czy takiego Boga można nie wpuścić w sam środek własnego nieuporządkowania i grzechu? Można. Niestety…” apb. Grzegorz Ryś

„Bóg pragnie przede wszystkim serca i to jest najważniejsze.” św. Wincenty a Paulo

Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca

Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca

Łk 14,8: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca…

Łk 14,1.7-11

Konsekwencją pychy (woli „bycia jak Bóg”) jest przekonanie, że jedyne słuszne jest „moje” widzenie siebie i swego miejsca. Człowiek pyszny nie umie pogodzić się z istnieniem innych norm niż te, których źródłem nie jest on sam.

„Warto sięgnąć do tekstu oryginalnego, gdyż akurat w tym wypadku nie chodzi o jakąkolwiek dowolną ucztę. W tekście greckim pada określenie: eis gamous, co św Hieronim słusznie (i z właściwą sobie wrażliwością) przetłumaczył w Wulgacie: ad nuptias, a więc:”na ślub/na wesele”. To przecież oczywiste! Każdy wie, że na uczcie weselnej pierwsze miejsce należy się nowożeńcom! Mówiąc językiem biblijnym: Oblubieńcowi i Oblubienicy. Trzeba być kompletnym wariatem lub skrajnym pyszałkiem by pójść i usiąść na ich krzesłach. Każdy z gości przychodzi na wesele nie po to by celebrować swoją własną osobę, lecz by uczcić Młodych i ucieszyć się ich radością. Uczta weselna to obraz Kościoła. Wchodząc do Kościoła, wchodzimy na ucztę weselną (czy nie dlatego Eucharystia jest wydarzeniem centralnym?). Na tej uczcie najważniejsi są Chrystus-Oblubieniec i Kościół-Oblubienica. Pamięć o tym potrafi nas ustrzec przed śmiesznością przepychania się ku pierwszemu miejscu.”apb. Grzegorz Ryś

Miłujcie waszych nieprzyjaciół

Miłujcie waszych nieprzyjaciół

Łk 6,27: „Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą.”

Łk 6,27-38

„To jedne z najważniejszych słów Jezusa, fragment mowy błogosławieństw. Miłujcie – gr.”agapete” – to nie jest miłość, która rodzi się w człowieku spontanicznie i przychodzi mu łatwo. Taka miłość to „eros”. Jezus mówi zaś: miłujcie waszych nieprzyjaciół miłością, która dla was nie jest czymś naturalnym, oczywistym, co macie sami z siebie… I nie możecie teraz pójść i wyjść do ludzi mówiąc: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół.” To byłoby czyste moralizowanie i wkładanie na nich ciężarów, które są nie do uniesienia. Mówienie o tym, jakby to było lekko łatwo i przyjemnie jest dowodem na niezrozumienie tej Ewangelii. Do takiej miłości może wzywać tylko ten człowiek, który ma doświadczenie obdarowania taką miłością i to nie przez kogo innego jak przez Chrystusa. My wszyscy jesteśmy umiłowani przez Jezusa miłością „agape”, która jest ponad ludzkie siły i możliwości. Chrystus miłuje nas jako swoich nieprzyjaciół. Umarł za nas gdyśmy wszyscy byli jeszcze grzesznikami. I miłuje nas nie dlatego, że się nawracamy lecz bardzo często mimo tego, że się nie nawracamy…” apb. Grzegorz Ryś

Panie, nie jestem godzien…

Panie, nie jestem godzien…

Mt 8,8: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój…

Mt 8,5-11

„To jest człowiek, który nie ma żadnego dobrego samopoczucia, mimo tego, że widać, że jest przyzwoity. Dlaczego Kościół każe nam to powtarzać w każdej Eucharystii? Żeby w nas przełamywać myślenie kategoriami zasługi i sprawiedliwości, czy „zobowiązywania” Boga typu: „zrobiłem coś takiego i Ty musisz zadziałać po mojej linii”. On jeden, setnik, wie, że nie jest godzien, i że sensowna rozmowa z Bogiem nie jest pokazywaniem Bogu swych zasług. A my robimy wszystko, by ustawić relację z Bogiem na poziomie sprawiedliwości, byle nie na poziomie miłosierdzia, byle nie łaski, darmowej łaski, byle mieć przed Bogiem dobre samopoczucie, że zasługuję: „Przecież coś zrobiłem. Choć trochę mi się należy. Ok, nie do końca, ale chociaż trochę…”. Za tym się bardzo dużo kryje. Myślę, że za tym kryje się nasze widzenie Boga. My ciągle na Niego jeszcze patrzymy głównie jako na Prawodawcę i Sędziego, który najpierw nam daje przepisy, a potem nas osądza.”apb Grzegorz Ryś

„Miej zawsze ufność w Bogu”św Jan od Krzyża

wrzuciła tam dwa

wrzuciła tam dwa

Łk 21,2: „Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki…”

Łk 21,1-4

Jezus dostrzega każdy mój gest dobroci. Zna i przenika sytuację ofiarodawcy i w całej pełni widzi jego serce. On jeden potrafi ocenić i docenić ludzkie intencje i czyny. Mówi uczniom, że wdowa wrzuciła „holon ton bion”- dosłownie- ‚całe swoje życie’! Postawiła wszystko na jedną kartę. Zdała na pomoc Boga. Nie zostawiła sobie zabezpieczenia, nie zyskała przez ten gest satysfakcji z własnej ofiary. Po ludzku nie osiągnęła nic. Straciła wszystko. W oczach Boga – została utrwalona na wieczność.
Zapytano apb Grzegorza Rysia, jaka jest miara wdowiego grosza i ile trzeba oddać, żeby było dosyć?

„Ta kobieta rzuciła wszystko. Tu nie chodzi o to ile, tylko że wszystko. Ja nawet pozornie mogę dać wszystko, ale zostawić sobie na przykład dobre samopoczucie z powodu własnej ofiarności i to zdanie, które będzie mi dźwięczało w uszach, że nie jestem jak inni ludzie – zdziercy, oszuści…” abp Grzegorz Ryś

„Nie mieć pragnień, nie oczekiwać radości. Jakże się jest wówczas szczęśliwym!” św. Teresa z Lisieux

Widząc, jak zaproszeni wybierali sobie pierwsze miejsca

Widząc, jak zaproszeni wybierali sobie pierwsze miejsca

Łk 14,7: Widząc, jak zaproszeni wybierali sobie pierwsze miejsca, mówił do nich…

Łk 14,1.7-11
Jezus wie, że wiele nieporozumień między ludźmi, szczególnie gniew, skłócenie czy obraza wynika z wywyższania się i przeceniania samego siebie. Nie jest wysiłkiem widzieć w innych to, co słabe i niedoskonałe, a dla własnych braków i błędów znajdować usprawiedliwienie. Jezus formuje ludzi do pokory, a wiec szukania prawdy o sobie, nie ulegania złudzeniom co do stanu swego charakteru i duszy. Dla pokory „wielkość” zależy tylko od opinii i decyzji Boga.

„Niektórym z nas łatwiej zmobilizować się do wielkich i trudnych rzeczy niż do spełnienia małego dobra, czegoś nieefektownego, jak się wydaje łatwego, może zbyt oczywistego i niewymagającego wysiłku. Pycha to lekceważenie wartości skromnych, drobnych czynów.”abp Grzegorz Ryś

„Jest pewna różnica między cnotą pokory i poniżeniem, ponieważ pokora jest zaakceptowaniem własnego poniżenia; otóż wysokim stopniem pokory jest nie tylko uznanie własnego poniżenia, ale i pokochanie go. To właśnie jest to, do czego cię zachęcałem.”św. o Pio

jarzmo moje jest słodkie

jarzmo moje jest słodkie

Mt 11,30: „Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”

Mt 11,25-30

Czym jest słodkie jarzmo, które Jezus zaleca swoim uczniom, i które wywołuje Jego radość? To bycie pokornym jak ‚nepios’ – dzieci, maluczcy. A więc zgoda na własną słabość, ograniczenia, głupotę, nieporadność. To towarzysząca mi świadomość, że bez Ojca ani rusz: „nic nie mogę uczynić”(J 15,5). Brzemię dziecięcej zależności, które jest lekkie dlatego, że polegam na Tym, który jest Dobry, kocha mnie, chce pomagać. Mogę więc ufnie zwracać się do Niego z każdą potrzebą.

„Objawienie dokonuje się w relacji Ojciec – dziecko. Nikt nie ma takiej wiedzy o Bogu jak Jezus ponieważ On jest z Nim w relacji rodzinnej, Ojciec-syn. Syn jest w takiej relacji do Ojca, że wszystko od Niego bierze, Ojciec Mu wszystko daje. Oczywiście Syn odpowie, jeśli tylko potrafi, takim samym darem z siebie. Ale jest to relacja tak intymnej miłości, że nikt inny z boku jej nie jest w stanie prześwietlić, bo nikt nie wie kim jest Syn, ani nikt – kim jest Ojciec. Oni tylko o sobie wiedzą i oni wiedzą, co ich łączy.”abp Grzegorz Ryś

  • 1
  • 2