usiądź na ostatnim miejscu

usiądź na ostatnim miejscu

Łk 14,10: Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu.

Łk 14,1.7-11

„Niedługo ma być kanonizacja bł Karola de Foucauld, człowieka, który bardzo poważnie potraktował tę dzisiejsza Ewangelię, który zrezygnował i każdego dnia sprawdzał, czy nie szuka sobie jakiejś takiej pozycji, fajnego, dobrze ocenianego miejsca w rodzinie ludzkiej, we wspólnocie Kościoła. Bardzo chciał być w takim miejscu, w którym będzie mógł być odnaleziony przez Pana, który nie ma problemu, żeby nas znaleźć, my nie musimy Mu się pchać, On nas znajdzie właśnie w tym miejscu, gdzie czekamy na to aby On nas wziął, poprowadził, aby pokazał nam też niszę dla naszych charyzmatów, naszych talentów, żeby nas poprowadził tam, gdzie On zechce wskazać nam miejsce.”Wojciech Jędrzejewski OP

„Karol de Foucauld wyczytał w Ewangelii ten moment, kiedy dwunastoletni Jezus „zstąpił” z Maryją i Józefem do Nazaretu. Niżej się już nie da. Ponieważ Nazaret jest niczym. Tu się nic nie dzieje. Jest tak przeciętnie, tak szaro, jest tak do niczego. Myślimy: Bóg tu nie zadziała. Bóg może działać w jakichś miejscach szczególnych, wybranych, w świątyni: Jerozolima…O tak! Ale w Nazarecie? Zawracanie głowy… Uciekamy z takich miejsc. O Jezusie mówili: skąd u Niego ta wiedza? On do żadnej szkoły nie chodził: jaka szkoła w Nazarecie? W Jerozolimie to by się znalazło, jeden, drugi mistrz, ale w Nazarecie? Nie ma prawa się nic wydarzyć…”apb Grzegorz Ryś

„Nie żyję jak misjonarz, lecz jak eremita, samotnie w pobliżu wioski, wśród gór, w szopie z małym ogrodem, ciesząc się spokojem, ciszą, które warte są więcej niż całe złoto świata.”bł Karol de Foucauld

On jednak nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział

On jednak nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział

Mk 9,30: Po wyjściu stamtąd przemierzali Galileę, On jednak nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział.

Mk 9,30-37

Są w życiu Chrystusa takie okresy, kiedy stara się On przemierzać Galileę incognito. Nie głosi, nie zwraca na siebie uwagi – jednak nie chce być sam. W drodze do domu w Kafarnaum poświęca czas uczniom. Formuje ich, dzieli się swoim sercem: tym, czym żyje, o czym myśli, co Go być może niepokoi. Opowiada, jakie wydarzenia przewiduje i co proroczo widzi przed sobą. Chce, by najbliższe mu osoby dzieliły z Nim chwile przygotowań do trudnego odcinka misji. Nie znajduje jednak zrozumienia. Uczniowie nie są skłonni przyjmować trudne słowa o męce i cierpieniu. Nie pojmują też zapowiedzi zmartwychwstania. Unikają tematu, który ich przerasta. Uciekają od niego. Być może kumulujące się napięcie i niepokój w grupie, niejasne obawy przed utratą Mistrza sprawiają, że uczniowie odreagowują i zajmują się tym, co dla nich prostsze, łatwo dostępne, namacalne wręcz. Porównują się między sobą, rywalizują, kłócą, komu należy się miejsce bliżej Jezusa. Gdy skupiają się na sobie – wszystko się rozpada… Smutna jest ta zupełna rozbieżność wewnętrznych narracji; osamotnienie Jezusa, któremu nikt nie towarzyszy, nie ośmiela się zadawać pytań, dzielić z Nim najtrudniejszych spraw…

„Jedna tylko myśl człowieka jest więcej warta niż świat cały, dlatego jedynie Bóg jest jej godzien.”św Jan od Krzyża

Oto idziemy do Jerozolimy…

Oto idziemy do Jerozolimy…

Mt 20, 18: Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć.

Mt 20,17-28

Piękna jest szczerość i odwaga Jezusa. Realnie ocenia sytuację. Jest świadomy zła, które spotka Go ze strony religijnych przywódców. Dzieląc się swoją wiedzą z uczniami chce ich zmobilizować do czujności. Oni jednak Jego słowa rozumieją z innej perspektywy. Zachwyceni dokonanymi przez Niego cudami i znakami, oczekują triumfu Mesjasza i myślą w kategoriach sukcesu. Rodzi to oburzenie jednych na drugich, spory o wyróżnione miejsce i przepychanki. Jakby nie dotarła do nich zapowiedź śmierci… Nie usłyszeli Go, gdyż byli pełni siebie…

„Pójść do Jerozolimy, to także dzieje się w moim życiu, oznacza być wydanym na niesprawiedliwy sąd, na niesprawiedliwe oskarżenie, na kłamstwo, na oszczerstwo, nawet na wyrok i to wyrok krzyżowania. I to jest cena, którą za Jerozolimę warto zapłacić.”o. Michał Legan OSPPE

„Dobrze jest mieć przykrości, to czyni człowieka bardziej uważającym i miłosiernym.”św. Teresa z Lisieux

„Cokolwiek bądź od kogo niesprawiedliwie znosimy, to nam Bóg tę krzywdę albo na odpuszczenie grzechów, albo na nagrodę zasług policzy.”św. Jan Chryzostom

Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca

Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca

Łk 14,8: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca…

Łk 14,1.7-11

Konsekwencją pychy (woli „bycia jak Bóg”) jest przekonanie, że jedyne słuszne jest „moje” widzenie siebie i swego miejsca. Człowiek pyszny nie umie pogodzić się z istnieniem innych norm niż te, których źródłem nie jest on sam.

„Warto sięgnąć do tekstu oryginalnego, gdyż akurat w tym wypadku nie chodzi o jakąkolwiek dowolną ucztę. W tekście greckim pada określenie: eis gamous, co św Hieronim słusznie (i z właściwą sobie wrażliwością) przetłumaczył w Wulgacie: ad nuptias, a więc:”na ślub/na wesele”. To przecież oczywiste! Każdy wie, że na uczcie weselnej pierwsze miejsce należy się nowożeńcom! Mówiąc językiem biblijnym: Oblubieńcowi i Oblubienicy. Trzeba być kompletnym wariatem lub skrajnym pyszałkiem by pójść i usiąść na ich krzesłach. Każdy z gości przychodzi na wesele nie po to by celebrować swoją własną osobę, lecz by uczcić Młodych i ucieszyć się ich radością. Uczta weselna to obraz Kościoła. Wchodząc do Kościoła, wchodzimy na ucztę weselną (czy nie dlatego Eucharystia jest wydarzeniem centralnym?). Na tej uczcie najważniejsi są Chrystus-Oblubieniec i Kościół-Oblubienica. Pamięć o tym potrafi nas ustrzec przed śmiesznością przepychania się ku pierwszemu miejscu.”apb. Grzegorz Ryś

Kto się wywyższa, będzie poniżony

Kto się wywyższa, będzie poniżony

Mt 23,12: „Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.”

Mt 23,1-12

Jezus jednym krótkim zdaniem streszcza podstawową zasadę życia duchowego. Już Izraelici na pustyni doświadczyli, że Bóg nie toleruje wywyższania się (Lb 12 i 16). Ojcowie Kościoła, za apostołami (Jk 4,6; 1P 5,5), uczyli, że pycha skutecznie blokuje duchowy wzrost. Święci nazywali ją robakiem, który niszczy dobre owoce czynów. Owładnięty pychą, jak faryzeusz skupia swe wysiłki by przed ludźmi uchodzić za człowieka godnego czci i podziwu, pobożnego, niepokalanego, utytułowanego. Aby go ludzie zauważyli rozgłasza „swoje” dokonania: zdobyte osiągnięcia, emblematy sukcesu, duchowe dary, opowiada gdzie i jak go wywyższono. Nigdy i nigdzie nie popełnia błędów. Żyje skupiony na sobie, w iluzji, nie postrzega rzeczywistości jako dar. Wreszcie zaczyna wierzyć, że sam jest sprawcą prawych czynów. Bóg jest mu do niczego niepotrzebny…

„Podobnie jak pycha, z powodu wielkiego ciężaru swojej masy przeważa nad lekkością cnoty i udaje się jej z łatwością strącić ją w dół, tak też pokora, dzięki swojej niezwykłej sile wynoszenia w górę, triumfuje nad ciężarem grzechu i wspina się do nieba jako pierwsza.” św. J.Chryzostom