Pożyteczne jest dla was moje odejście

J 16,6-7: „Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście.”

J 16,5-11

Któż z nas nie marzy czasem o tym, żeby móc spotkać Jezusa ale tak „po ludzku”, namacalnie, dotknąć go ręką, przytulić, uścisnąć, pocałować w policzek, poddać się jego dobrej i potężnej władzy aby wyręczał nas we wszystkich decyzjach. Któż z nas nie chciałby „mieć” u siebie Jezusa śpiącego w drugim pokoju i gdy tylko coś nas przerazi to wyskakiwał by stamtąd uciszając w ciągu sekundy wichry naszych problemów. Któż nie chciałby się chwycić frędzli jego szaty i nigdy ich już nie wypuścić jak zagubiony na środku oceanu marynarz kurczowo ściskający kompas z bezgraniczną pewnością, że to jest jego jedyna droga ratunku i wybawienie…

Nasza tęsknota za Bożą miłością jest tak wielka, że pragniemy jej na wszystkich płaszczyznach naszego odczuwania. Pragniemy jej w „sercu”, duszy, umyśle i ciele, chcielibyśmy by krótkie chwile trwania w tej Miłości przemieniły się już tu na Ziemi w wieczność a Jezus już na zawsze przejął ster naszego życia podczas gdy my tylko będziemy „podziwiać widoki”.

Tymczasem Jezus Bóg-człowiek odchodzi z Ziemi do Ojca i mimo, że minęło 2000 lat od kiedy zasmuceni apostołowie wpatrywali się w ciszy w Jezusa to i my dzisiaj wpatrujemy się tak samo… Wpatrujemy się zasmuceni z tęsknoty w przedstawiającą go ikonę na ścianie, krzyż w kościele, dotknięci łaską wpatrujemy się w Niego w naszym sercu ale to wciąż mało, wciąż tęsknimy…

czytaj dalej

Jezus odchodzi z Ziemi, „zostawia” nas z wielu powodów i to „zostawia” 2 razy. Raz na krzyżu umierając za nasze grzechy i drugi raz po zmartwychwstaniu i objawieniu apostołom. Można by prostolinijnie zapytać: czemu po zmartwychwstaniu nie został wśród uczniów w widzialnej postaci już na zawsze? Czy nie mógł znów objąć prowadzenia tak jak wcześniej i swoją Chwałą zapewniać „sukces ewangelizacji”?

Jezus „odchodzi” obiecując Pocieszyciela w postaci Ducha Świętego między innymi dlatego, że On nie chce być kapitanem okrętu życia, kapitanem który steruje okrętem z Tobą jedynie w roli bezwolnego pasażera. Bóg w swojej bezgranicznej miłości i pokorze, ukryciu, rodzicielskim opiekuńczym uniżeniu sam staje się „okrętem”. Okrętem, który z miłością niesie ale decyzje o kierunku i celu podejmujesz w wolności Ty.

Gdy trzymamy koło steru, być może największy dar Boga, naszą wolną wolę ale jednocześnie mocno „wrośnięci” stopami w pokład fundamentalnej relacji Miłości z naszym Ojcem, wsłuchujący się w potęgę jego Słowa lub „skrzypienie desek” ostrzeżenia to wtedy nasze życie tu na Ziemi nabiera szczególnego sensu. Gdy fundamentem naszego życia jest Bóg „okręt”, kompasem Jezus a wiatrem pchającym nas do przodu i wspierającym w trudach Duch Święty to nasza ziemska droga do zbawienia i wieczności jest drogą pełną bożego szczęścia i życiowego spełnienia.

uwaga, uwaga ;): w 1 dniowym „zastępstwie” Ani tym razem porozmyślałem ja ;), Marek. Rozmyślałem znienacka 😉 gdy zorientowałem się, że Ania przez pomyłkę nie zostawiła „myśli na dziś”. Mam w sercu nadzieję, że jest w tym rozmyślaniu chociaż jedno małe boże natchnienie, które udało mi się usłyszeć 🙂

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Gabriela
Gabriela
4 lat temu

hihi;) od razu po „długości” rozmyślania można Cię poznać Marku 🙂
Brawo! dzielnie Anię zastępujesz. Ten Okręt, Kompas i Wiatr bardzo do mnie przemawia.
Nie umiem pływać, ale wsiadam na taki Okręt z zamkniętymi oczami 🙂
Pozdrawiam! z Bogiem :)))